Fill the signin form and go to your private zone.
Od początku
12 marca 2009
Zgodnie z założeniami zaczynamy publikację felietonów. Zaczniemy od felietonu pt. "Od początku". Mamy nadzieję, że zainteresuje was ten dział i prace naszych pisarzy. Opinie na temat felietonów prosimy umieszczać na stronie www.forum.lazowianie.pl Administracja Łazowianie.pl.
Wstaję rano, zapalam papierosa. Przed śniadaniem – pierwszy papieros po przebudzeniu zawsze za zdrowie świata. Za oknem jest szaro, jest jak gdyby nigdy nic, jak gdyby wszyscy pouciekali na zachód, na południe przed przeciągającą się zimą. Wszystko jedno.
Plus cztery: czuć gnijącą wiosną, nowym początkiem, nową nadzieją, Wojnami Gwiezdnymi. Chodniki upaprane olejem napędowym, ropą naftową; upaprane jakimś czarnym syfem, co to pojawił się chyba wczorajszej nocy. Zrzucili go nam pod nogi, żebyśmy brnęli dalej jak najwolniej, przynajmniej ja – im wolniej, tym lepiej.
Stąpam spokojnie, mówię dzień dobry każdemu napotkanemu przechodniowi, tak jak w reklamach gazety codziennej. Kiedyś wydawano gazetę o tym tytule, kto wie, czy jeszcze istnieje (z redakcją w jednym z wielkich miast), czy cokolwiek prócz tego opustoszałego miejsca wciąż JEST.
Właśnie. Każdemu przechodniowi rzucam od niechcenia: „cześć”, ale oni nie odpowiadają, zwyczajnie nie istnieją, pochowali się po instytucjach państwowych, po supermarketach, galeriach handlowych, w domach, w łóżkach, kłócą się o pieniądze z obsługującymi kasy fiskalne, jedzą płatki kukurydziane na śniadanie, chrapią, przerzucają kanały platformy cyfrowej o jednoliterowej nazwie. Nikt nie odpowiada, nikt nie mija. Pustka. Tylko ten czarny, topniejący śnieg, biało-szaro-brunatne NIC.
Wiem, w nocy były wybuchy bomby jądrowej. Widziałem przez zamknięte powieki. I tak mogli podać alfabetem Morse’a w radiu, które skończyło nadawać o drugiej trzydzieści cztery po północy czasu wschodnioeuropejskiego, kiedy jeszcze spałem: epicentrum wybuchu tu i tu – STOP – w podwarszawskich Ząbkach – STOP – w centrum Poznania – STOP – w Trójmieście – STOP – w Rudzie Śląskiej – STOP – na granicach wschodnich i zachodnich – STOP – prezydent RP w wyniku masowych aktów terroru wypowiada wojnę wszystkim bez wyjątku – STOP – państwa ościenne nie przyznają się do swych braci – STOP – ra-tuj się kto mo-że! – BEZ ODBIORU.
Ostatnia audycja ostatniego radia.
Że też nie sprawdziłem, wychodząc, co w domu słychać. Nie zdziwiłbym się na obcą kobietę albo obcego mężczyznę w łóżku. Kogokolwiek.
Sklepy pozamykane, światła jaśnieją w ciemności. U dachów wiszą sople, czyhają na jeden nieopatrzny ruch. Nad budynkiem stacji kolejowej powiewają flagi w narodowych barwach, opuszczone do połowy, z czarnymi wstęgami drącymi materiał wpół, na czerwień i biel, na biel i czerwień. Z jakichś odległych miejsc niosą się warkoty pociągów, piski i szmery dobywają się stamtąd niemrawo, zwielokrotnione przez echo są teraz wyłącznie odbiciem swoich początków.
Bardzo źle. Za bardzo wszystko jedno. Na przykład zapalniczka odmówiła posłuszeństwa. Ale z drugiej strony w powietrzu unosi się zapach amoniaku, świeżego mięsa, kiełkujących pierwocin traw i kwiatów; mam jeszcze zapałki. Pani wiosna kroczy, rozsiewając zalążki życia we wszystkim, czego się tknie, na chodnikach leży coś o niezidentyfikowanej kolorystyce i konsystencji.
No nic – mówię do siebie, uchylając niedomknięte drzwi gmachu jakiegoś zdewastowanego ośrodka, w którym pracuję na swój ZUS – czeka nas ciężki dzień, ciężka dniówka, ciemna, długa wieczność.
Ostatni papieros z paczki jest zawsze za rychły koniec. W tym przypadku najprawdopodobniej już po wszystkim.















Brak komentarzy
Dodaj komentarz