Jeszcze wczoraj dzisiaj mogło wyglądać inaczej

1 stycznia 2010

0 komentarzy

Oczy zaszły mi mgłą, ale wczoraj o czternastej czterdzieści siedem farmaceutka w ostatniej otwartej aptece powiedziała, że to zwyczajne zapalenie spojówek. I jakoś widzę. Wobec tego spójrz wraz ze mną na chodniki, które tonęły i płynęły w kałużach topniejącego śniegu, rozumiesz cały ten burdel, który [...]


Oczy zaszły mi mgłą, ale wczoraj o czternastej czterdzieści siedem farmaceutka w ostatniej otwartej aptece powiedziała, że to zwyczajne zapalenie spojówek. I jakoś widzę.
Wobec tego spójrz wraz ze mną na chodniki, które tonęły i płynęły w kałużach topniejącego śniegu, rozumiesz cały ten burdel, który mną zawładnął. W ogóle pod nogi. Na przykład te stare, wytarte bordowo-złote dywany, a na ich powierzchni śmieci: walające się niedopałki, puszki po piwie, kapsle i kłaki kurzu. A za oknem deszcze, a na ścianach szramy w gipsie, blizny. Widzisz, jestem bardzo smutnym frajerem.
To taka niezdarna próba uzyskania rozgrzeszenia; dzisiaj telewizory nawijają ludzkim głosem, szklą się jak tafle cienkiego lodu, one odbijały blade, niskie chmury, sunące tuż nad głowami staruszków spacerujących po cmentarzu.
Po obiedzie wstałem z łóżka i chodziłem po swoim pokoju. Naświetlałem przed sobą tamto lodowate przedpołudnie sprzed dwóch przeszło lat, pięć minut, które uczyniło mnie nieszczęśliwym człowiekiem; wyobrażałem sobie, że siedzisz obok, pod tą wiatą przystanku tramwajowego, i przez chwilę było mi dobrze. Na koniec obmyślałem jednak nowe sposoby ucieczki z tego więzienia, lecz wiem: nie zadziała tutaj żaden plan awaryjny. Biegnę przez autostradę.
Za zakrętem czeka mnie kolejna wielka religia. Cała pijana młodzież strzela petardami, racami świetlnymi celuje w moją twarz. Na ogromnym, spoconym telebimie, który mijam właśnie teraz, fajerwerki rozbłyskują spazmatycznie, a po sekundzie nikną w ciemnościach. Pohukiwania przepitych gardeł emulują się we mnie, odpowiedzialny jest za to mój odśrodkowy procesor systemu surround.
Sierpień dopiero za osiem miesięcy, a ja już czuję ten chłód w twoim spojrzeniu. Stoję, nie ma ciebie, bo tkwisz kilometry na południe stąd. To tam słyszysz przeciągły pisk hamującego pociągu i wiesz już, że ci nieogoleni mężczyźni jadą po mnie. Czuję, jak ich ręce śmierdzą smarem.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

9 + 2 =